luliblog
ksiega gosci

Blogi
lustro
aro
Anubis
Lea
Sunset

Na pomoc
Pajacyk

Lulopoczucia
Zasłużona Kuzynowa
KTO JEST ZA?
brat. nic nie rozumiem.
MY
podziwiam
MÓJ ULUBIONY KUZYN

  Grobowa lekkość 2009-04-05 22:41:07


Kupiłam "Milk and Honey" i "Double Fantasy" Johna i Yoko, żeby odświeżyć sobie wyobrażenie idealnej, twórczej harmonii, odkopywania się drugą osobą, chociażby po latach... bycia zakłamanym Beatlesem.

Single Fantasy. Z grobową lekkością wraca się do przeszłości, reanimując jej co atrakcyjniejsze wątki. Trochę koślawo snują się one bez podbudowy i obudowy, ale snują się - bez zarzutu, wiarygodnie, choć nigdy dość długo i nigdy w dzień. W grobowej lekkości trudno dyskretnie, za plecami, dźwigać konieczność spytania o ważne. Trzeba się żegnać. Można tęsknić. O dziwo lżejsze to niż zostawanie.

skomentuj (0)



Miało się zdarzyć 2008-08-28 21:48:48


Miało się zdarzyć. Zdawało się już na kilka dni przed, że miało się zdarzyć. Manifestowało się, zapowiadało się jako przyszłe zdarzenie.

Nie zdarzyło się.
Czuję teraz organiczne wyrywanie się tego z mojego wnętrza. Wyrywanie się tego, co miało zmaterializować się, z tworzywa emocjonalnego (oczekiwania) awansować na przejaw czasociała. Teraz musi zostać wyplenione ze mnie, rozpuścić się w upływie świata, trawione przez lejący się czas - aż do zniknięcia.

skomentuj (0)



pragnienie 2008-08-10 00:23:31


pragnienie bycia daleko od relacji o krótkiej długości w poczucioprzestrzeni - relacji przynależnych codzienności potocznej, pracy, rodzinie, miłości (czy 'miłości')- temu, co zakotwiczone w czasie i przez to automatycznie wgrywane co dnia, zanim zdążymy się siebie zapytać, czy chcemy właśnie tego SYSTEMU. pragnienie, by być zgrubieniem w miąszu rzeczywistości - zgrubieniem, które nie należy do niczego i nikogo zbyt mocno i może być tylko powietrzem, odczuwającym powietrzem, spędzającym wieczory w towarzystwie samonapędzającej się wrażliwości, która kultywuje czucie, i tym samym życie, życie jako zjawisko samo w sobie.

skomentuj (0)



Anais Nin 2008-08-03 14:20:24


Dziś pierwszy raz od dawna mam poczucie afirmacji życia jako całości, bez barier i filtrów wynikających z niedoskonałości niektórych sytuacji. To pewnie dzięki Anais Nin i jej dziennikom, a ściślej biorąc - "Kazirodztwu". "Kocha, nie kocha, kocha w 73 procentach, kocha w 5 procentach..." - streszcza Luc. Faktycznie, nie ma tam ani problemu, ani puenty, ani realiów, ani świata jako takiego. Jest tylko ciągnąca się przez całe życie przestrzeń relacji międzyludzkich, seksualnych, ich poziomów, wymiarów, wariantów i subtelnych detali. Anais porusza się właściwie wyłącznie po swoich małżeństwach, romansach i kontaktach z ojcem, ale zajmuje się przy tym moim ulubionym przeżywaniem samej siebie we wszystkich możliwych kadrach i odcieniach.

skomentuj (0)



posenne spojrzenie przez okno 2008-08-03 11:09:36


Zbudziłam się, mając w pamięci kilka snów tej nocy. Dobre były. Od razu zabrałam się za nie z jungistowskim zapałem w swoim dzienniku. Skończyłam, usiadłam w fotelu z herbatą i tostem i spojrzalam przez okno. Zastany tam widok wydał mi się do granic możliwości, aż po napiętą skórkę materii, naładowany tłoczącymi się pod spodem znaczeniami i powiązanami. Poniższe zdjęcie to próba uwiecznienia mojego (nad)wrażliwego posennego spojrzenia.

posenne spojrzenie



skomentuj (0)



Wczesne zasypianie 2008-07-31 19:06:57


Wczesne zasypianie, zasypianie samodzielne.
Tak naprawdę "zależenie na kimś" jest odwrotnie proporcjonalne do tego ile "mnie" przypływa do mnie. "Zależenie" jest chęcią wypełnienia pustki powstałej w wyniku niewypełniania się o własnych siłach. Ale to chyba dość stara prawda.

skomentuj (0)



test 2008-07-05 17:55:36


od ok 10 lat czekam na swój test z człowieczeństwa. myślałam zawsze, że bez żadnego ekstremalnego wydarzenia nie wiem o sobie nic.
ale może te testy są bardziej uniwersalne, subtelne - może mój już gdzieś tu jest - przeoczony?

skomentuj (0)



wiosna 2008-04-25 17:16:59


wiosna staje się wiarygodna.
trzeba patrzeć pod nogi, żeby nie wdepnąć w lody upuszczone przez ręce, które przez zimę odwykły od trzymania wafli i patyków.
pomarańczowe dziewczęta stoją przed drzwiami solarium zamiast leżeć w środku.
a powietrze zdziwione nagłą zmianą pogody nie pamięta jak sprawnie przesuwać gromadzące się spaliny w górę. wszyscy chodzą przez to nieco podduszeni.

skomentuj (0)



szwy 2007-10-17 22:51:45


moja rzeczywistość dzieje się od wewnątrz mnie; będę nosić rzeczy wywrócone na lewą stronę, skierowane urokiem tam, skąd są najbardziej widziane.

skomentuj (9)



virtualna 2007-08-04 00:15:44


wyrabiam sobie u siebie opinię osoby rozwijającej się intelektualnie i duchowo, kupując książki przez internet. tak naprawdę to myję naczynia, farbuję włosy i tłumaczę tandetne korporacyjne samochwalstwo. kliknięcia w świecie wirtualnym rzeźbią wirtualną, ale jakże realistyczną, osobowość.

skomentuj (0)



odkrywcza noc 2007-06-17 21:24:43


ze spokojem słucham tego szumu spod liści - ten ciepły mrok rzeczy niepowleczonych cywilizacją mówi o odchodzeniu w jakieś mądre, ostateczne szaleństwo. ale więcej danych na ten temat nie odbieram.

seks bywa wtedy niezbyt bezpośrednio seksowny, jest raczej zespołem fizycznych ruchów, wręcz mięsnych, czerwonych; obiektywnym dążeniem rzeczywistości do uświadomienia się sobie samej od wewnątrz nas jako jedność. I nie ma w tym kochaniu się uwielbiania wzajemnego, nie ma rozkoszy - jest pnące się w górę wzruszenie na widok Najważniejszego - a to Najważniejsze już żegna się zapowiedzią zapominania i racjonalnie wyjaśnia to zapominanie, i jego konieczność, wzruszając jeszcze bardziej, wzruszając tą panoramą chwilowego pojmowania. i pozwala zebrać dowody, ale każe zapomnieć, gdzie zostały dla bezpieczeństwa zakopane.


skomentuj (0)



droga do pracy 2007-04-20 12:20:13


W autobusie pełno jest ciężarnych - jak po deszczu spermy w kobiece ciała. I tak ciasno, że kiedy na chwile podnoszę się na palcach, żeby pod moimi piętami ktos mógł przecisnąć się i wetknąć bilet do kasownika, muszę tak zostać na kolejnych 15 minut, bo brakuje już podłogi na moje pięty. I tycia pani ze zgniecionym pustym kubkiem po jogurcie jest uciążliwie dziwna, bo za dobrze ubrana, żeby mogła potrzebować zgnieciony pusty kubek, więc wszyscy niespokojnie kręcą się z zastanowienia czemu go tak ostrożnie trzyma w dłoniach. I jedziemy tak dalej - do swoich prac, lekarzy i tajemnic.


skomentuj (1)



pączkowanie 2007-04-07 21:10:37


/Kolejny wyciąg z listu do F./

Jutro na świątecznym zlocie mój brat i jego żona oświadczą: "Mamy Wam coś do powiedzenia". I od razu będzie wiadomo co, bo mój brat ma w życiu wszystko po imponująco wzorcowej kolei i bez pomyłek (w przeciwieństwie do mnie): matura - studia - dziewczyna - dyplom - praca - dziewczyna na żonę - dziecko.

Ale się wzruszyłam. Mój brat wypączkuje! Bozia swoimi wszechmogącymi precyzyjnymi palcami wyrzeźbiła instalkę człowieka w brzuchu jego żony! Niepohamowane WOW.
Respect dla Płodności.
Respect dla Rodziny.


skomentuj (1)



Witamy w domu 2007-04-07 20:55:40


/Z listu do Frantza. Zeby nie było, że wysyłam mu bloga. Publikuje listy./

Staramy się z Ł.urządzać mieszkanie z precyzją estetyczną, spulchnić rzeczami gładkimi, bez odcisków palców. Mam wrażenie, że zbawiennie rośnie mi poziom estetyki w życiu. Pokraczne komputery spłaszczają się w płaskie, poręczne laptopy. Czajnik ma tylko 1 litr pojemności, albowiem kupowaliśmy go nietowarzysko planując spokojne, inspirujące wieczory. Czy to przeczyści wylot dla mojego generalnego poczucia piękna? Gubię się trochę - kto bierze udział w tym dialogu, kto go zaczął i zdominował - dusza, potrzeba wyższa, rytm spraw damsko-męskich, dorastanie?
Póki co, chilloutuję się w szumie wypowiedzi tych wszystkich czynników. Z przymkniętymi oczami.


skomentuj (1)



SEN.O EWOLUCJI. 2007-02-28 09:29:42


Miłość do przestrzeni była pierwsza. Do przestrzeni - i do siebie samej w jej kontekście. Letnie poranne powietrze poruszyło się na skórze, a z przestrzeni wysączyło się jezioro i wykiełkował otaczający je las. Stopy szły teraz do wody, którą kochałam. Następnie ewolucja wprowadziła jezioro w postać Jego - nagiego i dzikiego, którego przestrzenią domu było światło Jego woli przetrwania - dopóki dom nie wybudował się wokół Niego, a drewno ścian nie zbetoniało prawie natychmiast. Wtedy postać do kochania była Nim, z którym można było rozmawiać. I nagle w połowie zdania miał już 40 lat, gruby brzuch, podnosił głos i mocno przyciskał mnie do siebie, kiedy przestałam już chcieć kochać.

skomentuj (0)



energentyczna klepsydra 2007-02-12 23:22:56


Tak zwane życie hetero płciowo-sercowe mojej Drugiej Ja i moje to wspólna klepsydra - Ona posiada jeden baniaczek z zawartością, ja drugi. Piasek czasem zamienia się w puch, a innym razem w błoto, a cykle ruchów klepsydry są nieregularne, ale jedną zasadę muszę uznać za bezwzględną: w hetero życiu płciowo-sercowym za zwyczaj MAMY i NIE MAMY na zmianę.

Zastanawia mnie, czy którakolwiek z nas ma w takim układzie szanse na stabilizację. Albo czy klepsydra nauczy się kiedyś nie opróżniać żadnego z baniaczków do końca i zostawi chociaż jedno ziarenko w ramach jakże pożądanej w tym wieku konserwacji naszych związków. Czy ekstaza Jednej zawsze będzie zerować życie towarzyskie Drugiej? Czy Jej ciąża zadziewiczyłaby mnie z powrotem? Czy mój poród wyjałowiłby Ją?

Zastanawia mnie, czy gdybym porzuciła tutejszokulturowe kodowanie energii, stworzyła własny zbiór według struktur nie stąd, dałabym radę podłożyć go pod moją połówkę klepsydry i unieruchomić stan spełnienia w Jej życiu. A w swoim kochać tylko kosmos i wnętrze własnych komórek.

Wszak to ona zajmuje się kolekcjonowaniem klepsydr do gotowania jajek na twardo i na miękko,a nie ja. Ja je prawdopodobnie głównie zbijam.

skomentuj (0)



portal dla smutko-zdenerwowań 2007-02-01 21:32:45


W rozklekotanym autobusie Ona była portalem dla moich smutko-zdenerwowań.

Loreena McKennit śpiewała "Please remember me" i podrywała z dna moje sentymenty.

A równolegle Ona była portalem - ubrana grzecznie i na czarno, z seksapilem nienatarczywym, ale zauważalnym przez znających się na tym i owym (i tym samym łapiących się nie na tanie chwyty, ale na wyszukane przejawy), z czarnymi, gładkimi włosami i medialnymi rysami twarzy. Myślała o czymś przyjemnym i przyjemność z tej myśli kształtowała wyraz jej twarzy.

Gdybym była mężczyzną, postanowiłbym iść za Nią pod same drzwi, po czym odmyśliłbym się, dochodząc do wniosku, że za tymi drzwiami ktoś już na Nią czeka, bo Ona jest taka, że musi kogoś mieć - nie dlatego, że potrzebuje, ale dlatego, że jest potrzebna.

Pozostała więc tylko portalem na zewnątrz dla moich przyziemnych zdenerwowanio-smutków. I łza mi wyciekła - tak publicznie.

skomentuj (1)



Kiedy. 2007-01-29 00:11:43


Kiedy Cię nie ma, leczniczo przypominam sobie wszystko co wiem o Bilansie Energii - wtedy ja w swoim stanie to wylosowana kostka długiej, zamkniętej w tajnym cyklu trasy, którą podąża Wielkie Coś budzące moją nieśmiertelną pokorę.

Kiedy praktykujemy równouprawnienie, oświadczam Ci się - w końcu ewolucja i tak nie dobiła jeszcze do naszego ucywilizowania i zwyczaje kurczowo muszą trzymać się swoich umownych sensów.

Kiedy pracuję, całe moje słowoznawstwo wykorzystywane jest w celach służbowych, a służbę tę pełnię na powierzchni siebie. Połączenia z głębinami zostają więc czasowo anulowane.

Kiedy jesteś i będziesz jeszcze chwilę dłużej - albo 3 % mocniej - może wszystkie piętra mnie ponasuwają się na siebie wreszcie, tworząc ludzki mieszkalny kształt, a rozczapierzone schody we mnie zlepią się w klatki schodowe, którymi w górę wyjdą na dach słowa, kolejne książki, i wzbiją się do lotu.

skomentuj (0)



love 2006-12-05 19:01:03


przystanek szubińska / żwirki i wigury. ona i on wiją się na krawędzi siedzenia. wyglądają jakby wszystko myliło im się z łóżkiem, w którym właśnie cudzołożyli jeden z pierwszych razów tak nielicznych, że na razie jeszcze można je ponumerować. są młodzi, subkulturowi i erotyczni na poziomie beginner. 62. wsiadam ja i wsiada ona. jadę po kolejny komponent konstrukcji rozstania dokonanego, czy może jadę zgubić komponenty dotąd zebrane; a oni nie rozłączają się jeszcze mimo szyby. oglądam transmisję "kocham cię", czytam je sobie z jego ust, kiedy wycinają słowa w powietrzu wbrew miejskiej nieintymnej przestrzeni. ona zerka na mnie zawstydzona, bo przez chwilę widzę jak dziko migoczą wszystkie diody jej serca. i 'all is full of love', chociaż realia temu zaprzeczają - chcę tępić negację i udowodnić Ci, że będziemy jeszcze mądrzy łącznie.

skomentuj (3)



rola 2006-11-21 21:33:53


Mój organizm zapewnia mi ogromne przestrzenie.Rozgimnastykowana chemia mojego ego rzuca mną od granicy z Bogiem do granicy ze zwierzęciem. Prawie ginę od samej prędkości ruchu.
Chwile egzystencjalnej schizofrenii:
pisać maile, redagować CV, kupić grzyby, płacić za antykoncepcję, wybrać spódniczkę, gotować, trenować, czytać, pisać, wydać, wystawić, nagrać [...].
A w głębi siebie iść coraz dalej i coraz szybciej, czekać aż wiatr zerwie wszystko to, co jest tylko rolą.

skomentuj (2)



potencjał pożegnania 2006-10-24 21:40:32


pierwsza rzecz, na którą mam spojrzeć rano, to ta myśl. wieszam ją sobie nad łóżkiem. obudzę się porannie wrażliwa, przez chwilę nie kojarząc światła z żadną datą ani planem na dane dziś. wrzucę tę myśl na obnażone dno siebie, żeby stamtąd wypływała w górę i wypłukiwała wszystko, co utkwiło w samozamykających się schowkach systemu poczuciowego. a czas zabierze mnie dalej w podróż. światu ubędzie jednej warstwy, na której mogłaby odbić się ta jesień.

skomentuj (0)



autoterapia 2006-10-15 09:25:44


Ból jest neutralny. To tylko momento-granica między Całością a tym, co twardnieje jako "ja" - "ja", któremu nie dane jest Rozumieć.



skomentuj (1)



chłód 2006-10-10 22:59:13


przegapiona ciepła chwila zamarza.

mam zimę

i ją dam.




skomentuj (1)



wgląd #2 2006-08-30 23:18:49


jestem paranoidalnie świadoma.
jestem niemożliwa.
niemożliwa do wyistniania się na zewnątrz.



ten stan zalatuje początkiem jesieni.


skomentuj (1)



remix myśli tegorocznych 2006-07-31 16:45:47


SIEDZĄC W BRZUCHU MAMY BYŁAM PRZECIW ABORCJI.
- z człowiekiem Ewą Stołowską rozmawia człowiek Ewa Stołowska

ja I: Znów się spotykamy.
ja II: Tak naprawdę spotykamy się codziennie, moja droga, tylko nie zawsze zapisujemy nasze romowy.
ja I: Czemu zawdzięczamy plan publikacji tego właśnie dialogu?
ja II: Zorientujesz się po puencie. Tymczsem zadawaj mi pytania, o które cię prosiłam. Jak wiesz, mają one na celu przywołanie dowolnego zestawu wspomnień, który wzmocni odczucie życia. Wychodzę tu z założenia, że cofnięcie się myślami w czasie – do dzieciństwa i dorastania - podkreśla teraźniejszość, pomaga uświadomić sobie własne istnienie i wyobrazić sobie jego brak.
ja I: Twoim zdaniem dobrze jest wyobrażać sobie swoje nieistnienie?
ja II: Jak najbardziej. To tak jak wyobrażać sobie brak domu, kiedy się go ma, po to, żeby go docenić, czy brak bliskiego człowieka. Tylko że tu wyobraźnia działa chyba w najpełniejszym zakresie – dotyka fundamentów. Zauważ jak wielka jest różnica między nicością a jej negacją – bytem, życiem, duszą, materią. Między JA a jego brakiem.
ja I: Myślę, że wielu ludzi to zwyczajnie przeraża.
ja II: A ja myślę, że warto przestać się bać. Przecież to nic więcej jak tylko prawda o nas samych. Zauważ, że dla ludzi pierwotnych życie było czymś, co po prostu się działo, a walka o nie dyktowana była przez instynkt. Ewolucja pchnęła nasze mózgi w rejony, z których czasem trudno dojrzeć tę pierwotną wartość życia. Teraz znacznie bardziej pasjonuje nas sam proces walki niż to o co walczymy. I walka nie ma tu już tego jedynego celu – istnienia, zaczyna natomiast dotyczyć jakości “broni”, opanowuje nas radość z faktu, że jest tak wiele “broni” do wyboru.
ja I: Czy mogłabyś trochę przyciąć tę przenośnię? Robisz się niekomunikatywna.
ja II: Proszę bardzo. Mówię o tym, że człowiek zajął się organizowaniem życia, a wręcz przeorganizowywaniem go bardziej niż życiem samym w sobie. Większość rzeczy, które robimy na co dzień lub które planujemy zrobić to tak naprawdę środki, a my zaczynamy traktować je jak ostateczne cele. Zapominamy, że są w gruncie rzeczy wypełnieniem czasu między narodzinami a śmiercią. W uproszeniu rzecz ujmując: granice między państwami, pieniądze, edukacja powstały po to, żeby ułatwić życie na przeludnionej planecie, zogganizować je i usprawnić. Tymczasem luksusy te i zagadnienia z nimi powiązane awansują na życiowe cele większości ludzkości.
ja I: Smutne to co mówisz. Zwłaszcza to z wypełnianiem czasu między narodzinami a śmiercią.
ja II: Nie, to wcale nie jest smutne. Ja to mówię wyłącznie po to, żebyśmy chociaż przez chwilę przestali się martwić... już każdy wie czym... i uczyli się poświęcenia odrobiny uwagi kontemplacji samego zjawiska jakim jest życie. Bo ono – w najczystszej postaci – leży POD faktami gromadzącymi się w codzienności. Fakty to tylko drogowskazy wzdłuż dróg, którymi życie powinno posuwać się naprzód, żeby jego ruch był uporządkowany. Ono samo natomiast dzieje się niezależnie od tego, jaką trasę wybieramy.
ja I: Twierdzisz, że obojętne jest jak zyjemy? Moralnie czy niemoralnie? Z ludźmi czy bez nich? Poszukując wiedzy lub nie puszukując jej?
ja II: Nie, to by było nieporozumienie (wynikające prawdopodobnie z użycia przeze mnie słowa “trasa” w innym znaczeniu niż za zwyczaj- czyli nie jako sposób na życie). Trasą nazywam tu tylko tor zbudowany z “gadżetów” mających umilić nam życie – to co posiadane, sukcesy, czy nawet miłość potocznie rozumiana. Jeśli chodzi o sposób chodzenia “trasą” bez nadmiernego przywiązania do tego, co na niej zastajemy, sposób bycia w kontakcie z panoramicznym widokiem na krajobraz – myślę, że każdy, kto rzeczywiście jest wsłuchany w ten szum życia w sobie, o którym dziś rozmyślam, a jednocześnie zachowuje pewną czujność, która nie pozwała mu tak do końca zanegować sensu “rzeczywistości zorganizowanej” czy oderwać się od niej, będzie postępował dobrze i nikomu nie zaszkodzi.
ja I: Przejdźmy jednak do pytań. Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa?
ja II: Chłapowo, plaża, siedzę w wózku pchanym przez mamę. Podbiega do nas kilka małych kotków. To prawdopodobnie mój pierwszy kontakt z puszystym futerkiem i energią żwawych zwierząt. Pamiętam, że bardzo mi to przeżycie nakarmiło zmysły i podekscytowało – to dzięki adrenalinie zapamiętałam cały obrazek łącznie z jego kolorami, zapachem, temperaturą.
ja I: Wylosuj jeszcze jedno wspomnienie z dzieciństwa.
ja II: Białe Błota. Las. Tata wozi mnie w koszyku na rowerze. Rysuję patykiem po ścieżkach wiadomości dla tych, którzy przyjdą po nas, a tata nagrywa głosy ptaków (ma silne zapędy ornitologiczne). W przyrodzie czas płynie inaczej. Do tej pory w lesie odczuwam czas tak samo jak wtedy, jako dziecko: idąc, idę w miejscu, w którym idę. Jestem lekka. Kiedy docieram na skraj lasu, gdzie przyspieszam kroku, żeby minąć sikającego pod drzewem pijaka, plecak robi się ciężki, konieczność ruchu uciążliwa, a nieokreślony cel usilnie targa mnie w przód. To dziwne jak gwałtownie spada zawartość spokoju w ciele wraz z powiewem powietrza miejskiego.
ja I: A jakie było dorastanie?
ja II: Pełne izolacji, nieśmiałości, książek, pokracznych refleksji i autorefleksji. Pod koniec podstawówki poczułam, że chcę grać na skrzypcach. Przez ponad rok śniły mi się co najmniej co kilka dni. Czasami miały włosy zamiast strun albo dematerializowały mi się w rękach. Innym razem całkiem sprawnie na nich grałam. W końcu dostałam skrzypce od pewnej Dawczyni Przełomów – Karoliny K. z klasy z liceum i o dziwo po tych snach zabrałam się za instrument z takim rozpędem, że zupełnie przeskoczyłam fazę oswajania się z nowością. Od razu wiedziałam jak chcę go dotknąć i których utworów nauczę się grać z płyt zgromadzonych w fazie przygotowań. To było prawdziwe spełnienie marzeń – takie niepraktyczne, nieprzyszłościowe, bo na skrzypce już byłam za stara. I oczywiście dziś już nie gram, ale fakt, że przez pewien czas grałam na stałe wszedł w skład mojej duszy i “poczuciowości”.
ja I: I byłaś wtedy hippiską.
ja II: Tak, zwłaszcza wizualnie. Może nie najlepsza to motywacja, ale wygląd był dla mnie podstawową formą wypowiedzi. Miałam problemy z docieraniem do innych, po znajomościach od razu oczekiwałam styku dusz, ciężko mi było znaleźć język takiego dogłębnego kontaktu, kneblowała mnie nieśmiałość. Włosy do pasa, koraliki, dzwony i kolory wyrażały w moim imieniu chociaż część pragnienia bliskości ze światem.
ja I: Teraz zajmujesz się teatrem alternatywnym. Opowiedz o nim.
ja II: Pracuję z Andrzejem Stróżem. Stopniowo budujemy spektakl inspirowany opowiadaniem Grudzińskiego. Czerpiemy z własnych wspomnień, przemyśleń, wszystkiego co obudzi się wokół głównego tematu pod wpływem obserwacji, lektur, rozmów. Warsztat naszego teatru pozwala mi natomiast przeżywać życie i samą siebie bardziej – w pewnym sensie ustawia mnie samą, ze swoim ciałem i czuciem, boso i w dresie, w pustej i cichej przestrzeni, w czasie wolnym od tykania zegara, po to, żebym powiedziała to co mam do powiedzenia. To oczywiście skrót myślowy- zawsze jest temat i zbiór środków wyrazu, z których mogę skorzystać, które już opanowałam poprzez ćwiczenia. Ponadto spotykanie się na próbach to okazja, by stanąć na przeciw siebie, spojrzeć sobie w oczy, powiedzieć “ja istnieję” i usłyszeć “ja też istnieję, może stworzymy coś razem?”
ja I: I wtedy pamiętasz, że żyjesz.
ja II: Tak. Nie wiem czy to prawda, ale słyszałam kiedyś, że jestem dzieckiem niechcianym. Bardzo cieszę się z tego, że jednak zaistniałam. Jeśli czas jest bryłą a nie jednokierunkową osią i jeśli obecna siła mojej wdzięczności za to, że jestem, ma moc sprawczą, która z “dziś” działa na “wtedy”, prawdopodobnie 25 lat temu prosiłam o to, bym miała szansę zaistnieć. Prosiłam mamę od środka, żeby pogodziła się z faktem, że będę. Zapierałam się i odsuwałam od siebie nicość, z której się wyklułam. Od czasu, kiedy zauważyłam, że żyję, dość często myślę o swojej pierwszej chwili w rzeczywistości, chociaż tej chwili nie pamiętam.
ja I: Próba wyobrażenia jej sobie wzmacnia wrażliwość na wszystko co się dzieje?
ja II: Tak. I zagęszcza świadomość.
ja I: Dziekuję za rozmowę.
ja II: Ja tobie rownież dziękuję.

skomentuj (2)



w glowie 2006-07-13 21:59:05


kiedy cel znika i stoje w punkcie, w którym stoje, rzeczywistosc pokazuje sie taka jaka jest. przez kadr przejezdzaja samochody - jedne w jedna strone, drugie w przeciwna. i kierunki nie maja tu znaczenia.
wszystko rusza sie i szumi - tylko to jst odpowiedzia na pytania za rowno o pierwotna przyczyne jak i o powod jakiegokolwiek zdarzenia.
nie jestem niczym innym poza tym staniem we wlasnej glowie z widokiem na ulice.



skomentuj (0)



bydgoska nerwowość 2006-05-20 19:00:19


w lesie idę spokojnie i idę w miejscu, w którym idę. poza lasem, począwszy od jego skraju, na którym próbuję szybko minąć sikającego pijaka, mój stan się zmienia. cel (jakkolwiek nieokreślony) natarczywie i ślepo ciągnie do przodu. plecak i ciało ciążą i przeszkadzają z taką samą pasją, z jaką staram się iść.
pojawia się bydgoska nerwowość.

skomentuj (1)



notatka niedbała 2006-05-02 23:18:29


nasze ciała składają się w
gniazdo i pisklę
nie wiem kto jest czym

objęcie mnie
jeśli przewrócić je na lewą stronę
jest byciem obejmowanym


chcę być oświetlona
chcę się regularnie sobie uświadamiać
mieć zaufanie



skomentuj (0)



teatr - miejsce do ześwirowania 2006-04-05 19:51:05


Są takie dni, kiedy nasz kontakt jest tak sprany, że mówimy do siebie prawie wyłącznie wulgaryzmami. Każda wymiana zdań zalatuje podsumowaniem działalności (nieskuteczniej zresztą) i jej zamknięciem, zatrześnięciem, doszczętnym spaleniem. Bycie twardzielką nie pozwala wyjść drzwiami, każe wyjść przez myśli, w spokój, opracować wszystko on the spot, bez ucieczek.
Kroki dudnią.
Inna obecność dudni.
Kroki tykają.
Dudni zegar.
Całym ciałem idę na podłogę, która przyjmuje zawsze gęste, treściwe, teatralne kroki, do której przylegają zakamarki miejsc z etiud i porozciągane, pojemne sekundy prób. Uboga przestrzeń ma mi powiedzieć czy to jest koniec, czy tak wyglądają końce, czy podłoga wypluje nas z sali.
Siadam przy oknie, na zielonym (kolor nadziei) parapecie za firaną. Na wprost jest mur pokryty łuskami i łupieżem farby, pety, wczorajsze kałuże, zeszłoroczne liście. Wyżej, nad kratą, jest pochmurnawo-jasne niebo i żywe silne drzewa wymachujące gałęziami.

Czy my też jesteśmy żywi w tym podziemiu, w którym zamykamy się, żeby tańczyć i szaleć pod powierzchnią życia codziennego? Żeby w tajemnicy zrobić coś ważnego i zupełnie nieprzydatnego, niezgodnego z rytmem brzmiącym wszędzie na zewnątrz?

Wokół drzew wszytko jest znacznie mniej dokładne, pełne beztreści i niewytłumaczalnej przypadkowości.
Ale za to jest tego więcej. I nawet jeśli jest sprane i przeklęte, rozcieńcza to ogrom otwartej przestrzeni.

Wracam na salę zostawiając za sobą firanę - mgłę pryzmatów własnych. Moje ciało wycina w niej trwały tunel biegnący do okna.

skomentuj (0)



na górce 2006-03-15 13:45:44


napisałam kiedyś dawkę tekstów o wysiłku doprowadzania do spotkania duchowości z seksualnością, o macaniu "przechodniów" w celu wyczucia w nich bogów i o dążeniu do rozebrania się do naga w kościele (metaforycznie rzecz ujmując) - zakończonych naturalnie porażką. proza ta ulega zamknięciu i oddala się. w życiu bóg wmieszał mi się w mojego mężczyznę, bogini wmieszała mi się we mnie, a ponieważ to nie na sprzedaż dla tekstów, siedzimy sobie na górce;
siedzę sobie na górce, w środku nadal pokorna, pełna lęku wysokości, badam widoczność i zastanawiam się o czym można stąd pisać.

skomentuj (3)



 

2009
kwiecień
2008
sierpień
lipiec
kwiecień
2007
październik
sierpień
czerwiec
kwiecień
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2003
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń




 
{smscontact}